Przy pierwszych łyczkach kawki, w łóżeczku znów, z cieniami i świergotem miłym za oknem, witam nowy dzień. Spokojnie, cicho, nostalgicznie... Dziś nie kusi mnie widok czekającego ogrodu, nie planuję nic. Pobędę sobie w mojej ciszy. Przyniosę jedynie garść malin i borówek, może kilka pomidorków maleńkich moich, wtulę się w mięciutki szlafrok i zaczekam... Niech płynie sobie ta melancholia... Bo przecież i takie dni czasem przychodzą. Tak dla równowagi chyba. W tle "Atramentowa", moja ulubiona. Bardzo wpisuje się dziś w mój poranek. Nauczyłam się cenić i przyjmować i te emocje. W tej mojej nostalgii, przyjmuję pokornie to, co przyniesie dzień. I tak jestem gdzieś obok... W sercu jednak nadzieja się tli, idąc za panią Celińską, niepokorna, co ciągle wstaje nowa..., na radosny, dobry, nowy, może jutro dzień...
Smuteczek jakiś i nostalgia bije z tego krótkiego postu . . .i jaki trafny tytuł.Takie wycofanie też jest potrzebne od czasu do czasu,ale proszę nie za często.Serdeczności przesyłam.
Smuteczek jakiś i nostalgia bije z tego krótkiego postu . . .i jaki trafny tytuł.Takie wycofanie też jest potrzebne od czasu do czasu,ale proszę nie za często.Serdeczności przesyłam.
OdpowiedzUsuńCzasem przychodzi... Też wolę nie za często:-)
UsuńPozdrawiam serdecznie,
Hania
Zgadzam się z poprzedniczką,takie wyciszenie potrzebne ale nie za często:Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńDziś jest lepiej:-)
UsuńPozdrawiam ciepło,
Hania