Zaledwie kilka dni minęło, a mam wrażenie, że mój ogród zmienił się
i rozrósł :-) Dziś zatem pozostaję w nim właśnie, teraz tylko na chwilkę, ponieważ to pierwszy piątek miesiąca,czyli - giełda staroci na Szombierkach :-). Moja ulubiona, jedna z największych w Polsce!
Powolutku żegnam się z tym wyjątkowym, bliskim mojemu sercu miejscem. Nie na zawsze na szczęście:-) Tutaj pozostawiam cząstkę siebie i zabieram wiele cennych emocji i przeżyć, które pozostaną na długo w mojej pamięci. Zabieram też tych kilka skarbów, wyszukanych na starociowych kramach:-)
Nie wiem od czego zacząć! Tyle tutaj się dzieje, tak wiele mnie zachwyca, tak bardzo to miasto wpisuje się wieloma wydarzeniami w moje serce... I zanim napiszę cokolwiek, kilka zdjęć śpiącego jeszcze Gdańska...
Ponieważ spontanicznie i... nieplanowanie znalazłam się
w jednym z najpiękniejszych polskich miast (dla mnie chyba jednak najpiękniejszym)- w Gdańsku, dzisiejszy wpis pragnę poświęcić właśnie temu miejscu:-) Mam do niego ogromny sentyment, wracam tutaj zawsze z bijącym szybciej sercem i za każdym razem odkrywam je na nowo...
Mój niedzielny poranek rozpoczął się podobnie, jak każdy inny początek dnia. Wstałam jak zwykle dość wcześnie, by cieszyć się ciszą i poczuć niepowtarzany urok i magię budzącego się dnia... A ponieważ to ostatnia niedziela miesiąca, tym mocniej i szybciej pragnęłam rozpocząć swoje poranne rytuały:-) Po długiej (jak dla mnie) wakacyjnej przerwie, podyktowanej dwutygodniowym wyjazdem, wczoraj odwiedziłam giełdę staroci w swoim mieście (ominęła mnie ta największa na Szombierkach ). Tutaj w Gliwicach, odbywa się ona w każdą drugą i ostatnią niedzielę miesiąca. Jest nieduża i nie zawsze udaje mi się tam coś... znaleźć, ale można poczuć ten niepowtarzalny i jedyny, starociowy klimat:-)
...ale też uśmiechnąć się do ludzi, których spotykam już od wielu lat, tych sprzedających, jak i... podobnie jak ja, namiętnych poszukiwaczy perełek`:-) I... zupełnie niespodziewanie, takie właśnie cudowne skarby wpadły wczoraj w moje ręce:-) A wśród nich nr 1 to dwie bardzo stare, miśnieńskie filiżanki ze wzorem cebulowym.
Z cebulą oczywiście nie ma to nic wspólnego, ale to już zupełnie inny temat:-) Manufaktura w Miśni zaczęła produkować porcelanę z tym właśnie wzorem w 1739 roku. Malowana kobaltem odpornym na wysoką temperaturę, następnie pokrywana szkliwem, w celu zabezpieczenia. Co ciekawe, nie było mowy o pomyłkach, ponieważ kobalt wsiąkał w ceramikę jak atrament w bibułkę. Zatem poprawki nie wchodziły w grę. Filiżanki są oczywiście sygnowane, muszę jedynie doczytać troszkę, ponieważ znak towarowy Miśni to dwa skrzyżowane ze sobą miecze, na moich filiżankach zaś widnieje ... jeden i podkowa.
Drugą perełką zaś jest ponad stuletnia, przeurocza miotełka do okruchów:-)
Kupiłam też kilka starych zdjęć, w których wyczuwa się dobrą energię ...
Jeszcze dwa pojemniki na cukier i kawkę, również wzór cebulowy
(powolutku przełamuję takimi akcentami moją białą porcelanę)...
I kilka serwetek, by ozdobić spiżarkowe przetwory:-)
Do tego kilka starych buteleczek i baaardzo dużo przeróżnych
w kształcie i ornamentacji ramek (w ilości sztuk 23), ale to już nie dla mnie:-) Może kiedyś pokażę, gdzie trafiły:-)
A to już moja poranna kawka w nowej/starej, miśnieńskiej filiżance :-)
I jak śpiewał kiedyś Ryszard Riedel... w życiu piękne są tylko chwile:-) Coś w tym może jest? Choć lepiej sprawiać, by były to nie tylko chwile, a całe dnie i lata...
Pięknego początku tygodnia i... miesiąca wszystkim:-)
... mieści w sobie więcej niż na początku planowałam. Coraz częściej wychodzę poza wnętrzarsko-dekoracyjne klimaty. Bywa emocjonalnie, ale zawsze prawdziwie. Dzielę się refleksjami i rodzącymi się w różnych momentach mijającego dnia myślami. Przedstawiam wreszcie moje częste poczynania w zakresie odnawiania, dekorowania, wyszukiwania..., w odwrotnej kolejności:-)
Podpatrzę czasem coś u innych, przemycę to i owo na swoją przestrzeń i nie omieszkam podzielić się swoją wielką stąd płynącą radością. A wszystko zawdzięczam porankom. Są dla mnie najcenniejszym momentem całego dnia. To z nich czerpię swoją siłę i dobrą energię, to na nie zniecierpliwiona czekam, a kiedy nastają, pełna zachwytu,
otulona ciszą, po prostu smakuję każdą mijającą sekundę:-)
I oczywiście biel! Kolor przewodni w moim życiu. Ściany, meble, sofy, tekstylia, takie chcę, by były i niech właśnie one królują-) Przełamać tę swoją biel raz na jakiś czas mam potrzebę. Sięgam wówczas po szarości i beże.
W skrócie, `bielhani` to miłość do mebli i przedmiotów ze swoją własną historią, otoczonych bielą ścian i tkanin, wkomponowanych tak, by tworzyły klimatyczną, miłą do życia przestrzeń:-)