Jest 3.20 nad ranem. A właściwe w nocy:-) Pachnie już kawa. Tlą się dwie ostatnie woskowe świece w kuchni i w salonie. Nie potrzeba mi innego światła. Jestem wypoczęta i pełna pozytywnej bardzo energii i takich też myśli:-) Serce wypełnia spokój i poczucie, że wszystko będzie dobrze. Choć wczorajszej nocy sporo mnie kosztowało, by przywołać myśli do porządku. Podpowiadały wszystko co złe, że nie dam sobie rady, że świat stał się niebezpieczny, że nic nie jest nam dane raz na zawsze... I to ostatnie z całą pewnością jest bardzo prawdziwe. Dziś jednak nie odczytuję w tym niczego złego, a jedynie wdzięczność, za wszystko! Za ciepły dom, za pyszny, wyjęty z pieca dopiero co chlebek, którym pachnie moja kuchnia, za to nawet, że wieczorem, gdy jestem bardzo już zmęczona, nakładam na siebie kilka ciepłych warstw, by 30 minut spędzić w chłodzie. Bo widzę, ile szczęścia sprawiam mojej psince:-) Jestem całym sercem wdzięczna za zdrowie, za siłę, za to, że każdego dnia, niestrudzenie, wstaje słońce i rozświetla niebo jasnością! Póki co, świat śpi jeszcze, a ja układam ostatnie punkciki na dzisiejszy dzień:-) Bo tyle dobrego dziś czeka... Na przykład to, że ułożę kilka ostatnich swoich skarbów w miejscu, w którym spędzać będę sporo czasu:-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, listopada 22, 2020
poniedziałek, marca 09, 2020
Tuż, tuż...
Dobrze tak przebudzić się po przespanej, calutkiej nocy:-) A kiedy jeszcze, tak jak dziś, czeka za oknem tyle cudów... Nowy dzień budzący się na różowo, z księżycem w pełni po drugiej stronie:-) Ptaki obwieszczają poranek tak głośno, że czym prędzej uchylam kuchenne okno. I chłonę... Wczoraj sprawiłam sobie nowe świece z wosków pszczelego i sojowego. Doszłam już do pełnej wprawy w tym zakresie:-) I to tak nieodzowny element codzienności, jak pieczenie chleba czy moich ulubionych ciasteczek maślanych:-)
poniedziałek, grudnia 02, 2019
Przedświątecznie
Przebudziłam się wczoraj wcześniej niż zwykle. I najczęściej nie umiem już zasnąć ponownie. Przed czwartą zatem sączyłam już swoją pierwszą, wczesnoporanną kawkę na zmianę z gorącą wodą z imbirem i cytrynką:-) Nastał początek grudnia. To już nieodwołalnie przywodzi na myśl świąteczny czas. W nim to wszystko, co tę codzienność naszą przemieni w wyjątkową, miłą sercu, dodającą nadziei i niosącą radość rzeczywistość. Znów w ogrodach, w oknach, na balkonikach rozbłysną różnokolorowe światła. Napotkać będzie można rodziny z drzewkami świątecznymi na ulicach. W sklepach rozbrzmiewać zaczną bożonarodzeniowe melodie... W powietrzu zaś woń pierników i cynamonu... Ten czas lubię bardzo:-) Sprawia, że nie wiedzieć skąd, pojawia się nowa energia w nas, chęci by piękniej było dookoła, ale też by wejrzeć w siebie, przeżyć te cenne emocje, jakie niesie Boże Narodzenie. To też ostatni miesiąc roku. Jakoś samo rodzi się podsumowanie tego co było. I pragnienie, by to co przed nami jakoś zaplanować, coś postanowić sobie i do tego z bijącym sercem zmierzać.
niedziela, listopada 10, 2019
Miły przerywnik
środa, października 09, 2019
Starociowe emocje
"Pamiętaj o tym,
że wiele najpiękniejszych dni Twojego życia
jeszcze się nie wydarzyło..."
Takie słowa zapadają w serce.
Trafił do mnie ten cytat w momencie odpowiednim bardzo...
niedziela, sierpnia 11, 2019
Mam szczęście
Niedzielne poranki cenię sobie szczególnie. A kiedy jeszcze, tak jak dziś, starocie na Lipowym w perspektywie, mam to przemiłe poczucie, że to będzie mój, taki jak kocham dzień. I taki właśnie był:-) Ze słońcem, kwiatami, starociami i przyrodą... W międzyczasie, jak to w niedzielę zazwyczaj, chlebek wyjęłam z pieca swój, potem wianek uwiłam na drzwi wejściowe, stroniczek kilka przeczytałam nabytej ostatnio, niezwyklej książki o życiu pszczół i... lody śmietankowe zjadłam w cudownym towarzystwie mojej Córeczki-) Ułożyłam na koniec tu i tam moje skarby z ostatnich kilku starociowych wojaży. Waza ta oto i półmisek cieszą mnie bardzo:-)
poniedziałek, lipca 08, 2019
Miło i schludnie
Wolniej dziś płynął czas jakoś. Może dlatego, że nic szczególnego nie działo się. Do pracowni wyjątkowo nikt nie zaglądnął. Może to i dobrze, bo przegląd zrobiłam w zdobycznych naszych sukniach i fatałaszkach wszelakich, które z myślą o sesjach zdjęciowych gromadzimy... I kiedy ostatnią sukienkę odwiesiłam na starutki, drewniany wieszak, oczy przetarłam ze zdumienia. Dwie szafy wypełnione po brzegi i dwa kufry spore:-) W tym jeden z dziecięcymi ubrankami cudnymi. Na parawan kilka starych halek i sukienek białych odwiesiłam, tych ulubionych:-)
niedziela, kwietnia 28, 2019
Nie musi tak być
niedziela, marca 10, 2019
Inaczej
Przegapiłam dziś wschodzące słońce.
Być może dlatego, iż hulający w nocy wiatr zaburzył mój sen.
Czasem jednak lubię tę odmianę:-)
Pozostawiłam odsłonięte okna,
toteż powitało mnie świecące wyraźnie słońce wysoko na niebie:-)
Poczułam, że będzie to znów mój dzień:-)
Wczorajszy taki był, aż do ostatnich myśli przed snem...
Bosa przeszłam do kuchni, by zaparzyć wodę z imbirem.
I wdzięczna za ten poranek,
pobyłam przy moim oknie, zapatrzona w to, co na zewnątrz.
Biła dziś stamtąd jakaś jasność i świeżość.
Zawsze takie mam odczucie po silnych wiatrach.
Powietrze i świat inaczej pachnie.
Chwilka minęła, zanim niespiesznie przywdziałam coś,
by już za moment przechadzać się pomiędzy starociowymi stoiskami
na Lipowym:-) W nozdrzach poczułam rześkie, świeże powietrze.
Uwielbiam! Przymykam oczy i biorę kilka głębokich oddechów:-)
Żyję...
niedziela, marca 03, 2019
Wiosna tuż tuż
niedziela, lutego 24, 2019
Moja przestrzeń
Najczęściej wstaję przed nastawionym na 5.30 budzikiem.
Lubię jednak czasem usłyszeć dźwięk dzwonka,
a po nim przymknąć oczy i chwilkę jeszcze w miłym półśnie
pozostać pod cieplutką kołderką:-)
W lecie raczej nie zdarza się to.
Zbyt piękny wówczas jest świat i tyle czeka...
Póki co szaro dziś i zimno.
Choć dostrzegam delikatne przebłyski słońca:-)
A to już wprawia serce i duszę w radosny nastrój:-)
Kiedy raniutko wyruszyłam na Lipowy na starocie,
chmury i niska dość temperatura nie prognozowały niczego dobrego.
Tymczasem coraz przyjemniej za oknem:-)
A starocie dziś udane.
Sporo wystawców, kilka perełek, choć dwie pozostawiłam.
Dziś rozsądek musiał wziąć górę nad emocjami.
Trudna bardzo sprawa, ale czasem nie ma wyjścia...
niedziela, lutego 10, 2019
Szczęście to...
środa, lutego 06, 2019
Koronki układam
sobota, lutego 02, 2019
Dobrze mi
poniedziałek, stycznia 28, 2019
Cenne dni
piątek, listopada 30, 2018
Umilacze
Są dwa miejsca i momenty, w których najchętniej witam wschodzące słońce... Pierwsze to pobliskie łąki podczas porannej przebieżki, drugie, to oczywiście giełda staroci:-)
Dziś powitałyśmy dzień na starociach właśnie. Pomimo przejmującego zimna, pojawiło się wielu wystawców.
Zakupiłyśmy sporo uroczych klamotów:-)
Pobyłyśmy w miejscu bliskim sercu i pośród ludzi,
których w to jedno miejsce,
bez względu na wszelkie niedogodności,
sprowadza miłość do staroci i wielka pasja...
Wystarczyło nałożyć na siebie... sześć warstw, rękawice z jednym palcem tj mitynki i ponadczasowe, bezkonkurencyjne Emu:-)
Ciepłe stopy to podstawa!
Zatem dziś raniutko starocie wypełniły miło czas,
po nich kawka pyszna w pracowni.
niedziela, listopada 04, 2018
Nieoczywiste rozwiązania
Niedzielne popołudnie... Sączę w ciszy zieloną herbatkę.
Wypakowuję z samochodu starociowe moje zakupy.
Wczoraj jakoś zabrakło czasu. Przy tym czyszczę, szlifuję, poleruję...
By wszystko czyściutkie móc ułożyć w nowych miejscach.
Na początek z różyczek gałązkowych,
Wypakowuję z samochodu starociowe moje zakupy.
Wczoraj jakoś zabrakło czasu. Przy tym czyszczę, szlifuję, poleruję...
By wszystko czyściutkie móc ułożyć w nowych miejscach.
Na początek z różyczek gałązkowych,
które nad wyraz długo zdobiły wnętrze salonu, ścięłam główki,
nigdy ich nie wyrzucam:-)
Do wianków przydadzą się w którymś momencie.
niedziela, października 07, 2018
Jak ze snu
Gdyby tak mogło pozostać już na zawsze, byłabym szczęśliwa:-) Dziś znów rozwarte na oścież okna. Nie trzeba zastanawiać się, czy nałożyć przed wyjściem płaszcz czy termiczną kurtkę. Achhh:-) Do tego to ten moment, kiedy czyszczę i układam swoje starociowe perełki dookoła. A były to naprawdę udane starocie. Wyszukałam prawdziwe skarby, głownie ceramikę:-) A dopiero co narzekałam sobie pod nosem, że tęsknię do czasów, kiedy i wazy stare i dzbany zdarzały się. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, cudowności, o których nawet nie śmiałam zamarzyć, wpadły w moje drżące z zachwytu ręce:-) Misa na początek. Z zestawu toaletowego podejrzewam, bo spora dość. Dla mnie CUDO! Ciężka bardzo. O kształcie wprost z mojego snu...
niedziela, września 16, 2018
W moim starociowym raju
Potrzebuję zatrzymujących wzrok, pięknych przedmiotów i dekoracji jak powietrza... Jest niedzielny poranek. Właśnie obudziło się słońce na moim niebie. Popijam siemię i patrzę. Z zachwytem, z radością, z bijącym sercem. Otaczam się tyloma przedmiotami. Wszystko odnajduje swoje miejsce. I żadnego z tych miejsc nie wyobrażam sobie bez tychże dodatków. Karmię nimi swoją duszę. Są mi niezbędne. Bym mogła żyć tak jak kocham. Kiedy zdarza mi się odwiedzić kogoś, zawsze przyglądam się wnętrzu. Jak jest zaaranżowane, na mebelki, dekoracje. I w większości z nich nie umiałabym żyć. I to właśnie ta odmienność... Postrzegania, upodobań, swoich własnych wyobrażeń. Zastanawiałam się wczoraj, jak to jest, kiedy kształtuje się i utrwala wyobrażenie swojej przestrzeni. Bo zrozumiałe jest to, że każdy postrzega ją inaczej. Ja uwielbiam wnętrze pełne starociowych mebelków i dodatków, ktoś inny jednak wybierze nowoczesne rozwiązania. I to jest niezwykłe:-) I ja i ten ktoś, czujemy się w swoim domu cudownie. I tak poszukując odpowiedzi na moje pytanie, natknęłam się na ten oto wpis klik. Ciekawy sam w sobie, włącznie z komentarzami pod nim:-) A sięgając wstecz, do domu mojego rodzinnego, zauważam jedno podobieństwo, przywołując obraz mojej kochanej Mamy. Na pewno przywiązywała wagę do drobiazgów i dodatków. Lubiła się nimi otaczać. Nie były to starocie. Ani też biała ceramika, które królują w moim domu. To jednak nie ma tutaj znaczenia. Ona po prostu kochała dekorować i upiększać swoją przestrzeń. Czerpała radość z tych dodatków, cieszyła się, że są, że może zawiesić na nich oko, przestawić coś, by nowy swój nabytek wyeksponować mocniej:-) Robię przecież dokładnie tak samo:-) I tutaj być może przejęłam tę słabość od mojej Mamy. Co zaś się tyczy stylu, gustu czy zmysłu, którymi kierujemy się przy urządzaniu swoich wnętrz, kształtują się raczej indywidualnie, zmieniają się i dojrzewają wraz z nami. Nie nabywa się ich ani nie dziedziczy.



















