Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, czerwca 30, 2019

Potrzeby miłe sercu


Planów sporo mam każdego poranka, jednak obecna aura, tj nieskazitelne, bezchmurne niebo i słońce w pełnej, swej krasie na nim (jak na lato przystało), wykreśla większość moich punkcików... Rezygnuję głównie z tych... miłych sercu, na rzecz tzw pilnych. Zatem na dopieszczanie otaczającej mnie przestrzeni domowej i przydomowej, sił ogólnie brak, choć dusza lgnie do tego wszystkiego, co wyobraźnia podpowiada... Dziś zaspokoiłam nieco tę przemiłą potrzebę napawania się widokiem schludnego, ogarniętego wcześniej, z kwiatowymi akcentami kilkoma i zmianą ławeczkową znów, wnętrza:-) Przede mną jutrzejszy poranek jeszcze w takim nienaruszonym, mam nadzieję porządku:-) Potem znów wszystko powróci do stanu... codziennego.

niedziela, czerwca 09, 2019

Kwitną, pachną, zachwycają...


Zakwitła lawenda, kwitną róże i hortensje...
Szarotka moja ulubiona wznosi już swoje cudne łebki ku górze:-)
Dziś przystanęłam przy każdym płatku,
odkryłam na nowo niezwykłą urodę i woń każdego z kwiatów, 
 zdobiących mój ogród.
Jestem szczęśliwa tym dniem.
Cenię takie momenty,
kiedy mogę, nie spiesząc się nigdzie,
pobyć pośród moich roślinek, ułożyć coś inaczej wokół domu,
sprawić, że dobrze  czuję się z tym wszystkim, 
co mnie tutaj otacza...

poniedziałek, września 25, 2017

W moim domu jesień


Wrzosy i zasuszone hortensje. Gdzieniegdzie też rozchodnik. W sosjerach, słojach, pojemnikach, dzbanach 
i skrzyniach. Pozwalam sobie już na to jesienne dekorowanie. Choć akurat dziś przez chwilkę poczułam się nieswojo z tymi wszystkimi moimi wrzosami i innymi jesiennymi akcentami... Tak cudnie zaświeciło słońce. Podmuch prawdziwej, letniej aury... W ten jesienny dzionek:-) Jednak nie posunęłam się jeszcze tak daleko, by sięgnąć po dynie... Póki co jedynie kulinarnie:-) A tymczasem wrzosy w kuchni...

czwartek, września 21, 2017

Ostatni dzień lata...


Smutne to dla mnie bardzo, bo oto nastaje kres pory roku, którą kocham i cenię najmocniej. Z wielu powodów. Ponad wszystko jednak ze względu na wszechobecne słońce, od pierwszych cieni rzucanych dookoła, poprzez upragnione ciepło w ciągu dnia aż do jego schyłku z zapierającym dech w piersiach spektaklem chowania się za horyzontem... Odchodzi pokornie, bezwietrznie, nawet bezdeszczowo do pewnego momentu... Godząc się z naturalną koleją rzeczy.

wtorek, sierpnia 15, 2017

Nowy, dobry dzień

Ostatnio  szczęście mam wielkie do książek ciekawych, tak przypadkiem wypatrzonych, przy okazji zakupów jedzeniowych. I to nie w `świecie książki`, a w supermarkecie/dyskoncie osiedlowym. I tak to powróciłam znów z tą oto książeczką, nie przypadkiem chyba z akcentem moim ulubionym, białym znów, w tytule. Wydana pięknie. W formie albumu można by rzec. A porusza zasady zdrowego żywienia. Ogólnie nie przepadam za poradnikami i promowanymi wciąż nowymi dietami i cudownymi radami w tym temacie. Preferuję stałe, dobre nawyki żywieniowe. Nie ograniczam jedzenia, zwracam jedynie uwagę na to, czym karmię siebie. Z ustępstwami i miłymi odstępstwami:-) I tak czytając powolutku, sporo z tej książeczki pokrywa się z moim codziennym praktykowaniem i poczynaniami kuchennymi, które nie są moją ulubioną dziedziną życia:-) Ale odnajduję i w niej czasem przyjemność. Przy tej też okazji bardzo chwalę sobie jeden podstawowy składnik mojej kuchni, który zawsze lubię mieć pod ręką. To kasze. Uwielbiam! Codziennie właściwie je gotuję, kilka woreczków i w zapasie, w lodówce, zawsze mam je w gotowości do wykorzystania. By na śniadanko z rodzynkami orkiszową sobie posmakować. Na kolację z suszonymi pomidorkami jęczmienną albo białą, gryczaną na przykład (to moje ulubione). Czy po powrocie skądś, zwyczajnie ten pierwszy, największy głód zaspokoić.

piątek, czerwca 16, 2017

Tak dobrze mi

 

Bywają momenty, kiedy uświadamiam sobie mocniej, jak niewiele  potrzeba mi, by czuć się dobrze. By oddychać pełną piersią.
By poczuć, że żyję...
Tak właśnie się czuję:-)
Od samiutkiego ranka wczoraj, z lekkim, spokojnym sercem, otulona słońcem i zasłuchana w melodie ulubione.
Wspólnie spędzany czas z moim synkiem:-)
Bez pośpiechu, pośród miłych zajęć i z pysznym co nieco:-)

poniedziałek, czerwca 12, 2017

Smacznie, pachnąco, pięknie

Starocie, jarmark francuski i muffiny lawendowe... Tak upłynął nam wczorajszy dzień:-) Na starociach, choć były ekspresowe z racji ograniczonego na nie czasu, było mi cudownie. Zachwyciłam się muślinowym obrusem (za drogim niestety), kilka drobiazgów wyszperałam, pobyłam sobie chwilkę wśród starociowych stoisk i z radosnym sercem ruszyłam dalej. Zupełnie przypadkiem trafiłyśmy też z Anią na jarmark francuski, odbywający się na katowickim rynku. Można było poczuć tamtejszy (francuski) klimat i atmosferę, poprzez lawendowe mydełka (które być może zainspirowały nas do naszych lawendowych muffinek), sery, wina, wędliny i inne regionalne specjały i przysmaki, wytwarzane często przez małe, rodzinne firmy. Zatrzymałam się na dłużej przy stoisku z marsylskimi mydłami:-) Migdałowe i waniliowe, to te, których zapach unosi się już w mojej łazience i komponują się cudownie z naturalną gąbką, szczotką drewnianą i naczyniem szklanym, starym oczywiście, z wczorajszej giełdy.

wtorek, maja 23, 2017

Moje celebracje


Uświadamiam sobie, jak ważne są dla mnie niektóre momenty w ciągu dnia, które stały się  moimi rytuałami. I gdy zdarzy się, że zaburzony zostanie mój rytm, ten codzienny, zwyczajny mój czas, jest mi źle, czegoś mi brak, odczuwam wewnętrzny dyskomfort. A wystarczy mi jedynie móc obudzić się, zanim wstanie słońce, usłyszeć dźwięk mielonych ziaren kawy i poczuć jej cudowny zapach i smak. Ukroić kawałek szarlotki i zapalić świece. I tak pobyć, w ciszy, w zapatrzeniu w budzący się za oknem dzień. Móc delektować się smakami, obrazami i zapachami.

wtorek, maja 02, 2017

Beżowe zasłony, waksowy wianek i tarta z jabłkiem


Przy porannej kawce i małym co nieco do niej, 
zapatrzona w przebijające się z trudem przez chmury promienie słońca, 
z myślami kłębiącymi się dziś w mojej głowie, 
zapragnęłam zając czymś miłym swoją uwagę.
To moja reakcja obronna na nie najlepszy czasem stan mojej duszy.
Poszły w ruch pokrowce z sof i zasłony.
Wymieniłam swoje biele na beże, przeniosłam też wszelkie kolorowe dodatki na górę.
Nacieszyłam się już nimi i to ten moment, kiedy było mi ich za dużo. 
Dla uspokojenia myśli, wnętrze już bez zwracających uwagę kolorowych akcentów. Znów bardzo po mojemu:-)

piątek, kwietnia 14, 2017

Pamiątka zwycięstwa z przyziemnymi kilkoma sprawami


Wielki Piątek, drugi dzień Triduum Paschalnego. Wspomnienie śmierci Jezusa Chrystusa, jednak w kontekście zwycięstwa. Jezus umarł, by zmartwychwstać! Ze wspomnieniem tych doniosłych wydarzeń w sercu, zamknęłam na dziś wszelkie już działania dekoracyjno-porządkowo-zakupowe. Popołudnie pragnę spędzić w ciszy, w zamyśleniu, z refleksją w sercu nad tym wyjątkowym, wielkanocnym czasem. Miłemu nastrojowi sprzyja bardzo aura na zewnątrz. Cienie znów tańczą, słońce opromienia wszystko, a to zupełnie niespodziewanie, inaczej niż wskazywały prognozy. I cudownie:-) To właśnie przyczyniło się chyba znacznie do mojej dzisiaj wzmożonej aktywności od samiutkiego ranka. Planując dzisiejsze czynności, nie przypuszczałam, że tyle uda mi się z nich zrealizować.

środa, marca 29, 2017

Kwiaty i słońce


Dziś znów resztką sił walczę z tym, co niesie dzień. Wyruszyłam na dłuższy niż zwykle spacer z psem. Próbuję radzić sobie jakoś z brakiem formy i energii, ale jedyne co dziś przyciąga moją uwagę to... łóżko:-) I chyba mój instynkt podpowiedział mi tę miłą, sypialnianą oprawę:-) Nie będę jakoś bardzo walczyć ze sobą. Poleniuchuję i już. Korzystając z chwili, gdy na moment poczułam się lepiej, kilka kroków w kierunku przystosowania tarasu do sezonu poczyniłam. I to co pilnie i niezwłocznie muszę na nim wymienić, to stół. Ostatnio taki czas u mnie na stoły:-) Do pracowni trzy już zakupiłam. Ten ostatni, którym cieszyłam się z uwagi na rozmiar, okazał się o połowę mniejszy, niż sprzedawca zapewniał.

poniedziałek, marca 27, 2017

Przeczekać mi trzeba...


Dziś mój świat zwolnił bardzo obroty. Czuję się tak, jakby ogromną strzykawką wyssano ze mnie energię. Jednego dnia mogę przenosić góry, następnego - `nie żyję`. Tak podejrzewam tylko o ten stan rzeczy zjawisko bardzo wpasowujące się w ten wczesnowiosenny czas. Przesilenie wiosenne. Jestem na nie bardzo podatna. I oto nadeszło. Nagle i niepozornie. Od samego rana wszystko robiłam dłużej i wolniej. Oblewały mnie siódme poty, jak po nadludzkim wysiłku, a tak naprawdę ograniczyłam się jedynie do czynności niezbędnych. I to co pomogło, to drzemka popołudniowa i kubek Yerba Mate. Na podobne stany niezastąpione:-) 

niedziela, grudnia 25, 2016

Akcentów kilka...


Dzisiejszy poranek jakże inny od wczorajszego. 
Jest... spokojny:-)
W pamięci jeszcze wczorajsze zabieganie, dzień pełen przygotowań
i... wieczerza. 
A przed nią niepostrzeżenie biały puszek pobielił wszystko dookoła. Niezwykły, bajkowy scenariusz:-)
Łza zakręciła się w oku...
Dziś akcentów kilka z wczoraj:-)

niedziela, grudnia 11, 2016

A może anioły z masy solnej?


Po wielu latach powróciłam do nich. Kiedyś robiłam je co roku. 
W ilości... imponującej. Wczoraj wyjęłam sól i mąkę i zabrałam się za nie. Anioły z masy solnej. Lubię te proste i w tym przypadku, im mniej elementów, tym lepiej:-) Dla mnie oczywiście. Zajęcie miłe bardzo, można dać upust własnej kreatywności i wyobraźni. W dodatku zaangażować innych członków rodziny:-) Spędzić przy okazji kilka miłych chwil razem. Takie momenty dzieci zapamiętują i wspominają długo. By samemu takie solne aniołki zrobić, potrzebne są jedynie: kubek mąki, kubek soli i 1/2 kubka wody. 

sobota, listopada 19, 2016

Małe przemiany


Jak bardzo dzień niepodobny jest do dnia, przekonuję się ostatnio bardzo często.
Ten z pozoru miły i spokojny poranek, potrafi przerodzić się w najtrudniejszy i ponury dzień 
i odwrotnie. Niepozorny początek dnia może bardzo miło zaskoczyć...
Dobrze, kiedy sprzyja częściej ta druga okoliczność:-)
Niestety, nie da się tego przewidzieć ani zaplanować. 

wtorek, listopada 01, 2016

W zadumie chwil kilka...


 


Dzisiejszy dzień powolny i spokojny. Las również dziś jakby milczał, liście przybrały jednolity, rudy odcień. I choć poranek nastroił mnie twórczo i przyniósł chęci na poczynienie zmian jakichś we wnętrzach, z każdym mijającym momentem mój entuzjazm i energia na przemiany dekoracyjne, ustępował miejsca wewnętrznemu wyciszeniu i zadumie. Jednak tak właśnie chcę przeżyć ten dzień.

wtorek, października 11, 2016

Pani dynia


A może by tak dynia w mało znanej odsłonie?:-) Myślę o jednej z tych kulinarnych. Fajnie czasem sięgnąć po nowy, nie wypróbowany dotąd przepis. Ja lubię te nieskomplikowane, z nie za dużą ilością produktów, najlepiej w miarę dostępnych. Zupełnie przypadkiem wpadł w moje ręce przepis, w którym dynia doskonale się sprawdza, a przy tym przeplata w sobie nutki polsko-włoskiej kuchni. Bo oto jakże dobrze znane i lubiane przez małych i dużych polskie kopytka, odpowiadające włoskim kluskom gnocchi, nabierają zupełnie nowego wymiaru. A wystarczy do ciasta dodać ugotowaną dynię, by uzyskać dyniowe gnocchi:-) Pyszne, delikatne, kolorowe, inne... 

czwartek, września 15, 2016

Poranny spacer



Poranny ogród, a w nim kwiaty z kropelkami rosy, skąpane w blasku promieni wschodzącego słońca... 

czwartek, sierpnia 25, 2016

Kolorowo ... niekoniecznie


Dziś przepadłam wśród pięknych przedmiotów i wnętrz.
Przeglądam, chłonę, marzę...
Co chwilę tylko podrywam się na moment, 
zerkam czy u mnie jest `to`czy tamto możliwe 
i wracam na swój wygodny fotelik, 
do pysznej kawki i cudownych wnętrz.
A zatem...

piątek, sierpnia 19, 2016

To i owo


Czasem zasiadając wygodnie do napisania kilku tutaj zdań, chwilkę analizuję na czym się skupić... Zazwyczaj pragnę podzielić się tym
co zachwyciło mnie lub co udało mi się `osiągnąć` ostatnio. 
Copyright © 2014 bielhani , Blogger