Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porządki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, listopada 25, 2019
Praktyczna strona życia
Zaskakujące bywają przemiany, jakie dokonują się niespodziewanie i nieplanowanie (też) w nas samych, a zaraz potem na zewnątrz. Bo jedno bardzo często łączy się z drugim... A to co zadziwia mnie w ostatnim czasie, to postrzeganie otaczającej mnie przestrzeni inaczej nieco niż dotychczas... Moje wszelakie upiększacze i umilacze, kojące duszę od strony dekoracyjnej, ni stąd ni zowąd odnajdują swoje miejsce w szafach i kredensach. Pozostawiam w zasięgu swojego wzroku jedynie praktyczne i użytkowe przedmioty. A i do szaf trafiają nie wszystkie... Zerkam na puste blaty stołów i szafek i... odpoczywam:-) Na kuchennym stole kaganek jedynie ze świecą pozostał. Na pozostałych podobnie. Blaty w kuchni nigdy dotąd takie puste nie były. I w takiej przestrzeni dziś dobrze mi, lekko i po prostu miło:-)
piątek, września 06, 2019
Odświeżam
Czy rzeczywiście jest tak, że gdy za dużo chce się naraz, nic dobrego z tego nie wyniknie ostatecznie? Na tę chwilę napoczęłam kilka "wątków" i jakoś powolutku realizuję jeden za drugim. Nikt raczej nie cierpi z tego powodu i nic nie jest kosztem czegoś drugiego. Jedyne czego mam deficyt, to czas i... siły, tj zwyczajna moja wydolność fizyczna, która jeszcze niedawno miała się dużo lepiej. Zastanawiam się, czy tylko mnie tak trudno pogodzić się z faktem, że nie jest i nigdy już nie będzie tak jak kiedyś. W zakresie mojej kondycji głównie. Tyle chciałabym zrobić. W głowie pomysłów sporo i myśli.
środa, lutego 27, 2019
Moja harmonia
Odpoczywam jedynie w czystej przestrzeni. Choć czasem mam wrażenie, że to moje ogarnianie nie ma końca. Gdybym potrafiła przymknąć oko choć troszkę, nie wizualizować sobie pięknego, pachnącego wnętrza i siebie w nim z kawką już. Czasem, tak jak wczoraj, spędzam na porządkowaniu wiele godzin. Dla tych paru, miłych chwil, by za `moment` znów wszystko zaczynać od początku. Coraz częściej szkoda mi tego czasu. Szkoda mi siebie... Nie znajduję jednak rozwiązania. Chyba nie mam wyboru. Jak na ironię, robiąc coś dla siebie, bo to mnie przeszkadza nieporządek, szkodzę sobie. Tracąc siły, energię i sporo czasu na powtarzające się czynności. I choć przychodzą takie przemyślenia, to i tak zabiorę się zaraz za układanie, odkurzanie, mycie, prasowanie i gotowanie... Bo tak miło powracać do takiego domku:-) Zastanawiam się, skąd to przywiązanie do czystości i pragnienie, by otaczająca mnie przestrzeń taka właśnie była. Czasem dzieje się tak, że wynajdujemy sobie jakąś sferę życia, nad którą potrafimy zapanować. To daje poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju. Choć wszystko inne może wydawać się trudne bardzo do osiągnięcia i poza naszym zasięgiem, to to jedno poletko niesie wewnętrzną równowagę i poczucie harmonii. To tak jak z porządkowaniem zawartości szaf:-) Przetrzebianie i segregowanie w nich, jest w jakimś stopniu odnośnikiem do potrzeby ułożenia swoich myśli i uporządkowania życia... Zazwyczaj, kiedy wszystkie moje ubrania lądują na podłodze, by potem w znacznie okrojonym składzie i równiutko ułożone, trafić z powrotem na półki, przyczynkiem są głębsze emocje. Tak też możliwość tworzenia poukładanej i pięknej przestrzeni wokół siebie, jest w jakimś stopniu moim wybawieniem:-) Uspakaja. Koi. Przywołuje uśmiech:-) I satysfakcję! Dziś, patrząc np na moją pralnię, tak właśnie się czuję:-) Przebrnęłam przez górę prania i prasowania. Jest puściutka i pachnąca. Taka jak lubię:-) Tylko z sił opadłam na dobre. W takich momentach mogłabym wtulić się w mój kocyk mięciutki i zregenerować jakoś siły. Często wybieram jednak kubek yerby. Wystarczy 15-20 minut i siły powracają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki:-) Dzień kończę stosunkowo wcześnie, szkoda mi więc przysypiać popołudniu:-) Tak też wypiłam i czekam... Póki co moja pralnia:-)
środa, listopada 14, 2018
Ach te zmiany
Za szybko mija mi czas. Już przecież wstaję o świcie. Wykradam kilka godzin wczesnym rankiem. Jednak i tak, to co planuję sobie, nie zawsze udaje się zrealizować. Nie wspomnę już o tzw impulsach, porywach chwili, kiedy to wszystko co zaplanowane odchodzi na plan dalszy, bo oto coś woła we mnie, że czas najwyższy na solidne przemeblowanie na przykład:-) Na wielkogabarytową metamorfozę!
Tym oto sposobem sporo zadziało się w ostatnich dniach
w kuchni i w salonie.
sobota, sierpnia 04, 2018
Takie tam codzienności:-)
wtorek, maja 01, 2018
poniedziałek, kwietnia 09, 2018
Poranny impuls
Dziś czuję się jak wędrowiec, który po latach całych tułaczki i poszukiwań, odnajduje swoje miejsce na ziemi... W Białą Niedzielę udałam się na mszę do Starego Bartłomieja. I już wiem, że to moje miejsce. Pragnęłam takiego Kościoła. Pragnęłam takiego przekazu. Kościółek maleńki, klimatyczny, otoczony kamiennym murem, sprawiający wrażenia budowli warownej. Przestąpiwszy jego próg, zaniemówiłam. Sklepienia, łuki, nieprzesadzony wystrój, drewniana, przepiękna balustrada balkonu, ławki, stropy drewniane, lampy sufitowe, trzyskrzydłowy, zdobny ołtarz główny z wizerunkiem Matki Bożej, malowidła ścienne, barokowy klimat, dosłownie wszystko przemówiło do mnie w estetycznym sensie, poruszyło moją wrażliwość i wyczulenie na piękno. Kiedy rozbrzmiały, a raczej kiedy dał się słyszeć subtelny, miły, kojący, anielski powiedziałabym dźwięk organ, poczułam wzruszenie i wdzięczność. Czekałam już tylko na kazanie. I za nie również jestem całym sercem wdzięczna. To taki przekaz, który ubogaca, uczy, rozjaśnia myśli, wypełnia serce spokojem, a nade wszystko przybliża do Boga... Nie sposób mi opisać stanu mojej duszy i poruszenia. Mogę jedynie zachęcić, by choć raz, każdy kto może, przeżył w tym niezwykłym, trzynastowiecznym kościółku mszę świętą. Tylko jedna odprawiana jest w niedzielę. Wyszłam z poczuciem przynależenia do wspólnoty, z sercem pełnym spokoju. W Starym Bartłomieju odnalazłam schronienie dla swojej duszy, ukojenie dla skołatanych myśli. Poczułam się przytulona i przyjęta...
piątek, kwietnia 28, 2017
W oczekiwaniu na słońce
wtorek, lutego 07, 2017
I lżej na duszy:-)
Rozmowa lub zwykła, niedługa wymiana zdań, niesie możliwość wyrażenia swoich myśli, daje zrozumienie i obraz tego, jak coś postrzegamy. Tak powinno być, jednak nie zawsze jest. Bez chęci usłyszenia i zrozumienia jednej i drugiej strony, to nie zadziała. Nie ma zwyczajnie sensu. I skąd zdziwienie, że tak bardzo można już nie lubić... rozmawiania. Jeśli prowadzi ono donikąd albo zwyczajnie zmierza w jednym tylko kierunku, nie naszym...?







