Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, stycznia 18, 2021

Dobre myśli i święte drzewo



Mam apteczkę, w której nie ma żadnych lekarstw:-) Jest tylko termometr, z którego właściwie nie korzystam, pojemniki jednorazowe do badań okresowych, sterylne gazy w razie potrzeby, kilka niezbędnych suplementów (jak m.in. witamina D3 z K2 i B12) i książeczka zdrowia mojego psa:-) Nie zaaplikowałam sobie żadnego leku, odkąd zdrowo się odżywiam. Żadnego. Nie potrzebuję ich. Mój organizm ma się po prostu dobrze:-) Pragnę podzielić się tym dziś, bo właśnie to sobie uświadomiłam. Zdrowa dieta sprawia, że organizm wspaniale radzi sobie w różnorodnych warunkach zewnętrznych. Nie tylko uodparnia doskonale, ale też pomaga wyjść z uciążliwych dolegliwości i chorób. Wystarczy jedynie wypracować w sobie ten przemiły nawyk, by sięgać po zdrowe produkty, by rozważnie podchodzić do tego, co podarowuję sobie w postaci posiłku każdego dnia. Jakoś już u mnie jest tak, że jeśli nie mogę posilić się czymś zdrowym, wolę po prostu nie zjeść niczego i odczuwać głód. Tak wybieram. Równie przy tym ważne jest dla mnie miejsce i wszystko, co dookoła... To trudne dość, bo dla przykładu, zamiast będąc poza domem, wejść do najbliższej jakiejś restauracji, w której podają dobre jedzenie, u mnie to troszkę trwa niestety.

wtorek, września 08, 2020

Skraweczek mojego dzisiaj



Ludzie są dobrzy i chcą dla mnie dobrze... 
Odkryłam, że kiedy tak właśnie myślę i powtarzam to sobie, jest mi lżej, milej, szczęśliwiej:-) Podświadomość podstępnie i wbrew mnie samej podsuwa czasem nienajlepsze i niepozytywne myśli. Wzbudza poczucie podejrzliwości wobec zachowań innych ludzi. A to najprostsza droga do marnowania wszystkiego dobrego, czym mogę wypełnić swój dzień:-) Jeśli założy się, że ludzie wokół nas mają dobre intencje, że są pozytywnie nastawieni i po prostu chcą dla nas dobrze, serce wypełnia spokój, radosne pobudzenie i błoga lekkość...

sobota, lipca 11, 2020

Miłe drobiazgi



Zjadłam ładnie wyglądający obiad i zdrowy przy tym, choć mogłabym w ogóle nie jeść... Sięgam po książkę, mój życiowy elementarz, dobrze mi zawsze po kilku już zdaniach... I owszem, iskierka tego czegoś ogrzewa moje myśli i serce. Wypijam szklankę soku, marchew i burak, by złagodzić swoją anemię. To sprawia, że czuję wdzięczność dla siebie samej, że dbam, że chcę dla siebie dobrze. Coś miłego, pozytywnego.

piątek, czerwca 05, 2020

Zbyt krótki dzień

bh

Jedna z milszych chwil... Kawka odpoczynkowa po intensywnej bardzo, pierwszej części dnia. Kilka stroniczek przy tym, cudownie zapowiadającej się książki. Ciasteczka maślane, ciepłe jeszcze i pachnące, pieszczą podniebienie... Tak dobrze móc odpocząć w czyściutkiej i pachnącej kuchni. Po raz któryś już w przeciągu miesiąca uporządkowałam spiżarkę, szuflady w kuchennych szafkach i lodówkę... Niby nic i właściwie na pierwszy rzut oka trudno dostrzec kilka dobrych godzin mojej pracy. Jest w zasadzie tak, jak powinno być. Miło, czysto, schludnie. Jednak wystarczy, że ja mam świadomość zmiany. Jestem zmęczona i szczęśliwa:-) Pozwalam sobie zatem z lekkim już sercem na tę przemiłą chwilkę...

wtorek, maja 05, 2020

Będę dla siebie



Nie dotarł dziś do mnie ani jeden promyczek słońca, ale to nic. Bo oto wstał nowy znów dzień:-) Spoglądam na niebo i cieszę się takim właśnie... Deszczowym, zasnutym chmurami. Zapalę świece, teraz z naturalnych już wosków, zdrowe... Zaparzę filiżankę siemienia i wsłucham się w to co za oknem:-) A tam świergot przemiły i deszcz delikatnie szumi. Rozmyślam sobie, co chciałabym dziś zrobić. Wszystko tak bardzo inaczej teraz u mnie. Odnajduję w tym co jest jednak głęboki sens. I z ufnością patrzę przed siebie. Wiem, że będzie dobrze. Życie stawia przed nami zdarzenia nie bez powodu. Jakże mocno przekonuję się o tym znów. Czasem trwamy w tym co jest, nie przyjmując ani na moment innego scenariusza. I oto następuje coś niespodzianie, co trudno byłoby wcześniej dopuścić do siebie. Dzieje się i niesie nową perspektywę, uwalnia od schematów, dodaje odwagi i wiary...

poniedziałek, kwietnia 27, 2020

Mam siebie...



Dziś poczułam bardzo mocno, że... kocham siebie, bardzo. Poczułam, że pragnę o siebie zadbać, że chcę się sobą zaopiekować. Na samym dnie rozpaczy, tam gdzie kiedyś zobaczyłabym koniec wszystkiego, siebie przede wszystkim, ja odnalazłam dziś swoją szansę... Zatem aż tutaj musiałam dotrzeć. W tak ciemny i ciasny zaułek... To niezwykłe, jak na wszystko nadchodzi właściwy czas. Od dawna pragnęłam odnaleźć w sobie tę małą, zagubioną dziewczynkę... Dziecko, które poszukiwało przyjaznej dłoni, utulenia... Oto jest. Odtąd wszystko już będzie dobrze... Wszystko się ułoży i będzie po prostu dobrze. I choć jeszcze rankiem nie pomyślałabym nawet, że wdzięczna będę za to, co dał mi ten dzień, to tak właśnie czuję. Jestem całym sercem wdzięczna, bo mam siebie całą. Calutką!

~ bh ~


niedziela, kwietnia 26, 2020

Kilka myśli i stół apteczny



Spokojny, czysty umysł, to szczęśliwe, zdrowe ciało... Bardzo w to wierzę. Może istnieje moment, gdy tak po prostu jest. Ja póki co każdego dnia wypracowuję w sobie tę lekkość myśli i też nie udaje się to zawsze. Cudownie mi jednak, gdy od rana głowy ani serca nie zaprząta żadna niechciana emocja. Mogę wówczas w pełni korzystać z tego wszystkiego, co piękne i dobre. Jestem pełna energii i chęci na wszystko:-) Mam poczucie, że świat leży u moich stóp i że naprawdę wszystko jest możliwe. Bo jest:-) To w naszych rękach leży calutka (prawie) moc sprawcza wszystkiego. Zatem u mnie, to codzienna praca nad właściwym torem, którym podążą moje myśli. Wierzę, że nastanie moment, gdy bez mojej ingerencji, będą już po prostu spokojne, dobre i skupione na tym co jest. Bez roztrząsania wszystkiego co było albo też co może się zdarzyć. Do tego pragnę dążyć, bo wiem, że będę mogła wówczas naprawdę szczęśliwie żyć, emanować przy tym moim szczęściem i wolnością na innych:-) Zastanawiam się czasem, jak to jest, że tyle negatywnych kodów w nas... Przecież rodzice nie chcą dla swoich dzieci źle. A jednak wynieśliśmy z dziecięcego czasu tyle trudnych, ciążących nam przez całe życie, nawyków. Często powtarzam swoim dzieciom, by dalekie były od oceniania innych ludzi. By rozróżniły swoje wyobrażenia o nich od tego, jakimi naprawdę są. I brali ich takimi właśnie. Nie jest to może łatwe. Bo czasem wolelibyśmy, by ktoś zareagował tak a nie inaczej na jakąś sytuację. Jednak nie ma innej drogi, by łatwiej żyło się nam samym. Uświadomienie sobie tego, że każdy ma prawo zareagować w taki a nie inny sposób (wyjątkiem jest oczywiście wyrządzanie krzywdy i złe traktowanie innych), daje nam pewnego rodzaju wolność od trudnych, rozczarowujących emocji. To sztuka, której warto się uczyć:-) Mnie często już się to udaje:-) I jest mi z tym naprawdę dobrze...

wtorek, kwietnia 21, 2020

Co by się nie działo...



Kiedy piszę o swoim pragnieniu uwolnienia się od wszystkiego co niepotrzebne i uciążliwe, z czego nie korzystam na co dzień, co zaburza poczucie wewnętrznego spokoju i harmonii, to piszę o sobie i tylko o sobie:-) Każdy z nas jest na zupełnie innym etapie swojego życia. I nigdy, przenigdy nie należy robić niczego na siłę, bądź też sugerować się tym, co robią inni, jeśli nie poczujemy bardzo wyraźnie swoim sercem, że odnajdujemy w czyichś poczynaniach swoją drogę:-) Wyjątkiem są sytuacje, w których krzywdzimy kogoś. Wówczas im prędzej coś się zadzieje w kierunku odmiany, tym lepiej...

piątek, kwietnia 10, 2020

Życie nie jest takie poważne...



Ćwiczę swój umysł. Tak jak ćwiczy się mięśnie. Po wielu powtórzeniach stają się silniejsze i przybierają zamierzoną sprawność i kształt. Dotąd pozwalałam myślom budować swój dzień. A były najczęściej... trudne. Dla mnie samej. Sporo w nich było surowej samokrytyki, porównywania, powrotów do tego, co było, a czego wolałabym uniknąć... Większość mojej energii zatem zużywałam na rzeczy nic nie warte, nieistotne i nie wnoszące niczego dobrego do mojego życia... Dziś zamiast tego, trenuję dobre, pozytywne myślenie. Gdy czuję, że zbliża się znów niechciana myśl, zastępuję ją czym prędzej inną, dobrą, miłą, przyjemną. To bardzo trudne. Wymaga zamiany nabytych nawyków na nowe kody. Po tylu latach to spore wyzwanie:-) Jednak podejmuję je, bo pragnę żyć lepiej i spokojniej. W moim przypadku zdaje się to być jeszcze trudniejsze. Kiedy próbuję się domyślać i rozkminiać wszystko, kiedy myśli napływają jedna po drugiej i nie nadążam sama za sobą, nagle tak po prostu podziękować im trzeba i spowolnić ten cały natłok, a potem jeszcze zastąpić czymś dobrym. Czasem to się udaje. Są jednak momenty, że serce kołacze nie wiedzieć czemu, w żołądku od rana znajomy ucisk utrudnia oddychanie, bez konkretnej przyczyny.

niedziela, marca 29, 2020

Największy niszczyciel-człowiek



Rozmyślam sporo w ostatnim czasie... O sobie, o dzieciach moich, o świecie, który ma się ostatnio nie najlepiej... Pielęgnuję spokój w  sobie i nie porzucam nadziei, że wszystko zdąży się ułożyć. Ziemia i zwierzęta na chwilkę odetchnęły od niszczycielskiego działania człowieka. Kiedy po raz pierwszy odkąd obserwuję Beatę Pawlikowską, zobaczyłam Ją płaczącą w jednym ze swoich filmików, poczułam najpierw niepokój, potem ogromny żal i złość na ludzi, największych barbarzyńców i szkodników, jacy kiedykolwiek istnieli. Jak na ironię, niszczących nie tylko świat, w którym żyją, ale przez to i samych siebie... Czy lekcję, którą właśnie otrzymujemy od życia, pokornie odrobimy? Czy dostrzeżemy to wszystko, co umyka niepostrzeżenie i bezpowrotnie każdego, zabieganego dnia... Czy w końcu przestaniemy traktować siebie jako władców tej planety?  Przypisując sobie prawo do krzywdzenia i zabijania zwierząt, które podobnie jak my, są przecież wolnymi, pełnoprawnymi mieszkańcami tej ziemi. Odnoszę wrażenie coraz wyraźniej, że człowiek zdaje się żyć tak, jakby miało nie być jutra... Kiedy spaceruję po parkach i lasach, w ostatnim czasie dużo częściej, coraz bardziej wzgardzam ludźmi, bo widzę dziesiątki butelek, puszek, kanistrów, opon, kubków po kawie i miliona innych śmieci, które po sobie pozostawiają. I owszem, wielką mam ochotę podnosić i zabierać stamtąd to co napotkam, jednak ilość mnie przerasta... Wydaje się spore kwoty na niepotrzebne często i nikomu nie służące cele, w zmian zaś choć maleńką część tych środków można by przeznaczać regularnie na porządkowanie naszego otoczenia, albo też wprowadzić jeden procent z naszych dochodów na dbanie o nasze środowisko. I bardzo, bardzo duże kary za zaśmiecanie ziemi. Nie wiem, czy byłoby to wystarczające, ale wykazywałoby dobrą wolę z naszej strony. Dlaczego toleruje się cierpienie zwierząt w hodowlach przemysłowych, na targach zwierząt...?? Tylko po to, by PAN CZŁOWIEK mógł wygodnie zasiąść w fotelu i uraczyć się... mięsnym posiłkiem... 
Dziś wzbiera w moim sercu gorycz, ale też niezrozumienie... Bo oto obdarowani inteligencją ludzie, zamiast wykorzystać ją najpiękniej i najlepiej dla swojego gatunku, zdają się zmierzać ku nicości. Eksploatując ponad miarę i niszcząc to, co mają najcenniejszego przecież... Pięknie urządzony świat, ze wschodami i zachodami słońca, z pięknie rozkwitłą roślinnością na wiosnę, z kicającymi beztrosko zajączkami... Nie jesteśmy królami świata! Oto jaka nauka płynie dziś dla nas. Pochylmy pokornie głowy i spróbujmy, krok po kroczku odbudować to wszystko, co tak bardzo zaniedbaliśmy. Jeszcze nie jest za późno... Pragnę wierzyć, że tak właśnie się stanie. A kiedy przyjdzie nam powrócić do codziennej normalności, będzie to już inny, lepszy świat:-)💗 Wystarczy, że każdy z nas, popatrzy na siebie, na swój dom, na swój mały świat inaczej, przyjaźniej, z miłością i empatią. Począwszy od zwracania uwagi na codzienne, małe rzeczy, jak gaszenie światła, oszczędzanie życiodajnej wody, ograniczenie produkowania śmieci, podnoszenie ich z miejsc, gdzie nie powinny się znaleźć... A także, a może przede wszystkim, ograniczenie, a najlepiej nie spożywanie zwierząt... To wszystko jest możliwe i w zasięgu każdego z nas. Wystarczy po prostu tak postanowić! 


~ bh ~








czwartek, marca 19, 2020

Patrz na dobrą stronę życia:-)


Nastaje czas, który nie ma sobie równych... Tyle dobrych, cennych emocji niesie i siły:-) W zeszłym tygodniu rozpoczęłam u siebie porządkowanie ogrodu. Tego mini ogródeczka przy pracowni też:-) I zawsze wzrusza mnie bardzo i rozrzewnia widok maleńkich kiełków, ukrytych pod sporą warstwą liści... Niezmiennie, co roku, kruche a jednocześnie tak niezłomne i silne, pokonują tę samą drogę niestrudzenie, by na koniec poczuć to cudowne muśnięcie ciepłych promieni słońca... Dziś odczuwam ogromną wdzięczność za wszystkie te kiełkujące roślinki, zwiastujące tym samym życie:-) Piję kawkę odpoczynkową i czym prędzej mam ochotę wrócić do nich:-) Zająć się nimi, choć samiutkie radzą sobie wspaniale... Gdyby tak wziąć z nich przykład? Jakaż siła i nauka wypełniłaby serca... Póki co dają mi radość i chęć na wszystko:-) Pragnę skupić swoje myśli i zająć czas tym właśnie... By potem z satysfakcją móc przechadzać się z filiżanką kawki pośród budzących się do życia drzewek, krzewów i kwiatów:-) I cieszy każdy maleńki, schludny już skraweczek:-)

wtorek, lutego 04, 2020

Kiedyś osiągnę harmonię...


Gdyby każdy z nas zadał sobie pytanie, jakiej czynności poświęca najwięcej czasu każdego dnia...?, ciekawe czy miałabym równą sobie konkurencję w mojej dziedzinie?:-) Ja... bezustannie sprzątam. Od wczesnego świtu, by spocząć przy kuchennym stole w czyściutkiej, pachnącej kuchni ze świecą i poranną kawką, by po miłej chwilce ruszyć dalej. Około dwadzieścia minut przed wyjściem do pracowni kończę ogarnianie nie wchodząc nawet na górę domu. Po czym zamykam za sobą drzwi domu, by znów podjąć sprzątanie w pracowni tym razem... Problem w tym, że nie umiem funkcjonować w bałaganie i cudownie mi, kiedy to co mnie otacza jest uporządkowane i miłe dla oka. Tak więc paradoksalnie robię to dla siebie...

czwartek, grudnia 26, 2019

Wolność i szacunek


Uwielbiam swoją codzienność, tę związaną z pracownią... Niesie niezwykłe emocje:-) Choć też zmęczenie czasem i trudne momenty. Jednak nie wyobrażam sobie już inaczej... Bez niej. Bez ludzi, których napotykam. A pomyśleć, że kiedyś bardzo stroniłam od ludzi właśnie, od świata całego. Skupiałam się bezgranicznie na zajmowaniu domem i dziećmi... Najpiękniej jak potrafiłam. Pozostawiłam swoją pracę, którą bardzo, bardzo lubiłam. To był mój wybór. I wdzięczna jestem, że mogłam doświadczyć takiego czasu, że mogłam im siebie dać... Gdzieś tam po drodze stworzyłam swój świat, w którym uwielbiałam zaszyć się raz na jakiś czas... Pośród moich staroci, dekoracji wszelakich, odnawiania i malowania mebelków... Dziś dzielę swój czas inaczej już.

niedziela, sierpnia 11, 2019

Mam szczęście


Niedzielne poranki cenię sobie szczególnie. A kiedy jeszcze, tak jak dziś, starocie na Lipowym w perspektywie, mam to przemiłe poczucie, że to będzie mój, taki jak kocham dzień. I taki właśnie był:-) Ze słońcem, kwiatami, starociami i przyrodą... W międzyczasie, jak to w niedzielę zazwyczaj, chlebek wyjęłam z pieca swój, potem wianek uwiłam na drzwi wejściowe, stroniczek kilka przeczytałam nabytej ostatnio, niezwyklej książki o życiu pszczół i... lody śmietankowe zjadłam  w cudownym towarzystwie mojej Córeczki-) Ułożyłam na koniec tu i tam moje skarby z ostatnich kilku starociowych wojaży. Waza ta oto i półmisek cieszą mnie bardzo:-)

czwartek, lipca 25, 2019

Cenić swój czas...



Nadchodzi taki moment w życiu, kiedy pragniemy cenić czas... Swój czas. Pojawia się nieodparta chęć decydowania, jak spędzimy najbliższą chwilkę, popołudnie, kolejny dzień. I z kim... To taki moment, kiedy uświadamiamy sobie, że czas, który jest nam dany, nie jest nieograniczony. To niezwykłe, że po prostu taka myśl przychodzi i wywraca cały dotychczasowy sposób postrzegania codzienności i odczuwana, do góry nogami. Nagle to, co nijakie, nie dla nas, zwyczajnie przestaje nas interesować. Dajemy sobie prawo decydowania co i jak będziemy robić. Ono właściwie zawsze do nas należało, jednak bezwiednie pozwalaliśmy nieść się fali codzienności, przyjmując bez namysłu, co przynosił dzień. Czasem wbrew sobie, czasem bo tak robili inni, czasem z marszu... Dla mnie owo przebudzenie szczęśliwie nadeszło jakiś czas temu:-) Pozwoliło skupić się na sobie najogólniej mówiąc. Na głosie swojego serca... To znów zaowocowało wieloma cennymi bardzo doświadczeniami i przeżyciami. Wraz z moim postrzeganiem siebie i świata, zmieniała się powolutku otaczająca mnie rzeczywistość.

niedziela, czerwca 23, 2019

Nadrabiam



Przegapiłam początek lata! A zatem i noc Kupały przy tym. Pierwszy raz. Dotąd odliczałam dni, godziny nawet. Był i jest dla mnie symbolem. Ten jeden z dwóch momentów w roku, obok pierwszego dnia wiosny... To jednak nie moja obojętność sprawiła, a trudne bardzo i niezwykłe zarazem ostatnie dni... I tak jednak żal mi jakoś. Bo umknęło mi coś, na co czekam z bijącym sercem. Wpatrywałam się we wczesnoporanne niebo nieświadoma, że oto przede mną najdłuższy dzień roku i najkrótsza noc. Lubiłam bardzo, zasypiając tego wieczoru wyobrażać sobie wianki oświetlone świecami, puszczane na wodzie... Tym razem marzyłam sobie nawet, że wybiorę się gdzieś niedaleko, by taki swój uwić, by potem móc patrzeć, jak płynie niespiesznie, aż płomyczek świecy zniknie hen w oddali... Zawsze też ciekawiło mnie, czy ów legendarny nasięźrzał naprawdę istnieje i czy tak jest, że pięknie rozkwita dopiero po zerwaniu?:-) Bo paproć ta niepozorna jest bardzo. Mogłabym nie zwrócić na nią zupełnie uwagi, jednak wiem już jak wygląda. Z kwiatem zaś rzecz jest tajemnicza bardzo.

poniedziałek, czerwca 17, 2019

Małe rzeczy...



Wyczekuję pierwszych promieni budzącego się słońca. Choć dziś  chmury otulają szczelnie niebo. Uchylam okno. Wilgotne, rześkie powietrze wypełnia wnętrze kuchni. W piecu chleb rumieni się już. Za chwilkę ułożę go na jednej z ulubionych, starociowych desek i nakryję lnianą ściereczką. Fasola podwoiła swoją objętość przez noc. Na ulubiony mój smalec z cebulką i jabłkiem:-) Nasłuchuję. Świergot cudowny, ptasi, to najmilsza o poranku pieszczota dla moich uszu... Układam poduszki na sofach. Lubię, kiedy jest schludnie. Poprawiam je wiele razy w ciągu dnia. Najwygodniej byłoby zrezygnować z nich. Białe zaś pokrowce zamienić na praktyczniejsze, ciemno szare na przykład. Tylko że ja nigdy praktyczna nie byłam. Estetykę stawiałam i stawiam na pierwszym miejscu. Kosztem czasu i pracy, której o wiele więcej włożyć muszę w utrzymanie porządku. Poranek zatem przeznaczam na czas dla siebie i na ogarnianie. Choć wiem, że po powrocie z pracowni, wszystko zacząć będę musiała od początku. I z jednej strony ciężko mi z tym już, z drugiej nie umiem inaczej. Nie sposób przecież też prosić wciąż, by inni dbali o ogólny porządek... Nie każdy widocznie tak to postrzega. Nie przeszkadzają leżące na podłodze poduszki. I nie tylko. A ja odpoczywam jedynie, kiedy moja przestrzeń miła jest dla oka...

wtorek, czerwca 04, 2019

Inspirująco:-)


Jestem bardzo podatna na inspiracje z zewnątrz... Zarówno te wnętrzarskie jak i osobowościowe. Świadomie im się poddaję, jestem ich spragniona, potrzebuję ich bardzo. Są dla mnie niezwykle ważne. Sprawiają, że podejmuję decyzje i działania, nabieram chęci i motywacji, by coś zmienić, ulepszyć, upiększyć, przywołuję myśli i obrazy, które dobrze mnie nastrajają, dodają przy tym pewności i wiary w swoje możliwości... Pragnę podzielić się moim ostatnim `odkryciem`.

poniedziałek, maja 27, 2019

Złe kody


Doświadczam w ostatnim czasie wielu emocji sprzecznych... To taka ambiwalencja uczuć. Przeżywam je jednak w oddzielnym momencie. A to nie wpisuje się w stan chorobowy czy zaburzenie. W nich daną emocję postrzegamy dwojako (pozytywnie i negatywnie np) w jednym momencie, co bardzo utrudnia funkcjonowanie. Radość i smutek, radość i lęk, podekscytowanie i lęk... To mniej więcej takie emocje. Towarzyszą mi przy większości miłych, dobrych, radosnych, szczęśliwych doświadczeniach. I już wiem, że sama sobie to sprawiam. Bo odkąd pamiętam, powiedzenie "zbyt piękne, by mogło być prawdziwe" jest mi dobrze znane... Czytając myśl pani Pawlikowskiej, przypisaną  na dzisiejszy dzień, jeszcze mocniej uświadomiłam to sobie. Oto ona:

niedziela, kwietnia 28, 2019

Nie musi tak być


Dzisiejsze wyściubienie nosa poza ściany domu mogę nazwać wychodzeniem ze swojej strefy komfortu:-) Wietrznie, mokro, ponuro i zimno. Od jakiegoś jednak czasu czerpię dużo dobrego z takiej aury również. Po powrocie, jakże miło przysiąść z kubkiem gorącej herbatki, wtulić się w mięciutki kocyk i zerkać na zdjęcia mokrych drzew:-) Dziś pomimo niezachęcającej pogody, stoisk starociowych kilka żyło na Lipowym. Nawet przywiozłam coś dla siebie:-) Uroczych szufladek/pojemników ceramicznych kilka i szafeczkę apteczną pełną maleńkich (znów) szufladek:-) Czeka wciąż w samochodzie. Ciężka bardzo.
Copyright © 2014 bielhani , Blogger