czwartek, grudnia 30, 2021
Poświątecznie
piątek, lutego 26, 2021
Moje szczęście
Stworzyłam swój własny sposób na szczęście... Bo odczuwanie szczęśliwości to sprawa bardzo indywidualna. Wiem już, od dawna zresztą, że calutki mój dzień mija mi dobrze po dobrym poranku. To od tego momentu zależy najwięcej. Jednak by początek dnia mógł przynieść te najcenniejsze emocje, wcześnie dość kładę się spać:-) Długi sen to najlepsze co możemy sobie podarować. Optymalnie powinien wynosić dla dorosłej osoby 7-9 godzin. I znaczenie ma przy tym ogromne, by położyć się jak najwcześniej przed północą. Moją optymalną godziną zasypiania jest 21.00, czasem 20.00. Tak, to wcześnie dość:-) Mój organizm tak wybiera, a ja pragnę słuchać go i sprawiać dla niego to wszystko, co najlepsze. Rozpoczęcie dnia przed wschodem słońca jest cudownym przeżywaniem codzienności. To energia pełna magii i siły. Poranny spacer, chwilka jogi, pyszne śniadanko z pachnącą kawką, kilka stroniczek ulubionej książki, to bezcenne dary:-) Nie zastąpi ich żaden najdroższy kosmetyk ani lek. Mogę sięgać po nie każdego dnia i czerpać pełnymi garściami:-) A czas sprzyja ku temu bardzo znów:-)
środa, stycznia 13, 2021
Dobry, spokojny świat
piątek, sierpnia 07, 2020
Pięknie dookoła...
Dziś poczułam się troszkę tak, jak malarz, który po długiej przerwie odzyskuje utraconą wenę twórczą:-) Zaraz po przebudzeniu, nie czekając, aż moja ulubiona, niebieska filiżanka napełni się ciemną, pachnącą cieczą, porannym nektarem moim, niosącym jedyne, niepowtarzalne spośród całego dnia doznania, przystąpiłam do działania. Dawno już tak się nie czułam. Pełna zapału i radości od samiutkiego ranka:-) Zapragnęłam, by wszystko znów przybrało tę ukochaną moją, czystą, subtelną i niewinną barwę bieli. Tak się cieszę, że moje sofy mają tę możliwość:-) Z lnianych zatem, bielutkie już całe i pachnące. Nie tylko te w salonie. Cudnie im w towarzystwie poduszek przyobleczonych w poszewki lniane z monogramami. Na stole jadalnianym, przywołujący cudowne, starociowe wspomnienia z Toskanii, obrusik lniany. Łóżko moje sypialniane (odmienione swoją drogą, a właściwie zamienione), również przyozdabia lniana narzuta, śmietankowo-biała. Jeszcze tylko zwiewne zasłonki białe z troczkami zawieszę w wolnej chwilce, podłogę odświeżę i pozwolę płynąć już spokojnie myślom szczęśliwym, wdzięczna cała za tę iskierkę, która o świcie tyle dobrego dziś sprawiła:-) W takim rytmie jest mi dobrze.
czwartek, kwietnia 09, 2020
Sypialniano-ogrodowe przemiany
Mam okazję w ostatnim czasie przyjrzeć się bliżej swoim starociowym zbiorom. Nastał moment, by wszystko starannie ułożyć jedno przy drugim, w innym niż pracownia miejscu... O tym jednak nie chcę teraz szerzej opowiadać. Dziś cienie tańczą tak cudnie na ścianach i na wszystkim dookoła, że nie mogę wyjść z zachwytu:-) Zerkam na wszystko świeżym spojrzeniem, bo tylko wówczas jeszcze mocniej docenić można ich urok. Przywykłam do ich niezwykłych kształtów i faktur. Kolory nadałam im sama, a i to takie zwyczajne stało się już. By poczuć ich piękno na nowo, zamieniam im miejsca, dobieram inne dodatki, coś spocznie znów na dnie szafy czy kufra, coś /wyjmę po długim czasie ukrywania. I komponuje się inna znów przestrzeń:-) A to sprawia mi zawsze nieopisaną radość:-) Tak też troszkę zmian u mnie...
czwartek, września 26, 2019
Moja miniprzemiana
Schody już w śmietankowej bieli calutkie:-) I drzwi wejściowe i furtki... Ściany oczywiście też. Z podłóg usunęłam pozostałości po farbie w postaci miliona drobnych kropeczek. Pozostaje mi delikatnie przetrzeć tralki i poręcze gdzieniegdzie i na tę chwilę dotarłam do momentu, który sobie zaplanowałam:-) Jest... inaczej:-) A ja takiej odmiany potrzebowałam. Przy tym czysto też i świeżo. Sporo porcelany i dodatków, przeniesionych na czas remontu, pozostaje wciąż w mojej przydomowej pracowni i tak póki co, niech będzie. Trochę nie dowierzam, że mogę obyć się bez moich ulubionych waz, półmisków i dzbanów, ułożonych dekoracyjnie w różnych kątkach:-) I takimi to zmianami, nie tylko tymi wnętrzarskimi, żegnam moją ukochaną porę roku... Z ciężkim sercem, z niedosytem, zdziwieniem też, że to już. Poczucie mam... straty, że przeoczyłam sporą jej część, że nie zdążyłam całą sobą poczuć, że oto jest. Pozostaję wspomnieniem zatem i wszystkim pięknym i dobrym, czym moje lato obdarowało mnie w tym roku...
wtorek, października 23, 2018
Towarzysz mój miły
Dziś spośród moich planów kilku, zrealizowałam namiastkę zaledwie. A to za sprawą tego, co za oknem. Nie zachęca szarość i zimno przenikliwe. Wczoraj udało mi się zebrać trochę liści, które w ilości imponującej zrzucają katalpy. Przycięłam też anabelki, szpecące widok za kuchennym oknem swoimi suchymi, ciemnobrązowymi łebkami. Jest już czyściutko, przynajmniej póki co:-) Od zawsze jakoś energii i chęci do działania mniej miałam, kiedy czułam, że jest mi zimno. Stąd tak bardzo kocham chyba lato. A kiedy wspominam moje mieszkanko w starej kamienicy na poddaszu w centrum Gliwic... Oj namarzłam się w nim za wszystkie czasy:-) Przynajmniej zanim pojawiły się kaloryfery. Kąpiele w zimnej wodzie też na zawsze będę już wspominać z delikatnym dreszczykiem:-) Najcenniejsze w moim domu, co w takim jak dziś momencie hołubię i cenię ze wszystkich sił, jest kominek:-) I to on przez kilka najbliższych miesięcy, będzie moim najmilszym towarzyszem:-) Zaraz po nim świece i spory zapas zielonej herbaty, od której zdążyłam się już uzależnić:-) Tym samym, dziś oto, wnętrze mojego kominka, rozświetliły po raz pierwszy tej jesieni urocze, świetliste, strzelające płomyczki:-) I już na sam widok cieplej jakoś i milej...
wtorek, lipca 03, 2018
Casa Del Rosmarino
wtorek, lutego 27, 2018
Byle do piątku
piątek, lutego 23, 2018
By dom miał duszę
wtorek, stycznia 23, 2018
Inaczej niż u mnie
wtorek, stycznia 09, 2018
Powiew powietrza
Wszystko ma swój czas pod słońcem (niebiosami), napisał kiedyś mądry król Salomon. U mnie nastał czas na powiew świeżego powietrza we wnętrzach. A to za sprawą, po pierwsze, ułożenia wszelakich świątecznych ozdób i dodatków w pudłach, a dalej w moim składziku rzeczy różnych. Czekają sobie już bezpiecznie na swój czas, za rok. Po drugie, achhh, odgraciłam krótko mówiąc tu i ówdzie i tak mi z tym lekko i dobrze:-) Było mi już za dużo wszystkiego. A może zwyczajnie po świątecznym szaleństwie, którym naznaczony został każdy kąt, oko i serce domagało się już ukojenia, spokoju i przestrzeni. I tak oto sporo porcelany, starociowych drobiazgów, tac, waz, świec, magazynów, książek, trafiło do kredensów, szaf i pracowni. Może też udzieliła mi się energia płynąca z ust filigranowej, włoskiej piękności, której słucham wciąż od wczorajszego poranka. Dodaję rzecz jasna jedną z piosenek, którą gwiazda zaznaczyła swą obecność na festiwalu w Sopocie. Nie dziwię się ani trochę panu Niemenowi, że stracił głowę i serce, kiedy tylko zobaczył Faridę i usłyszał:-) Sama napatrzyć się i nasłuchać nie mogę... To najpiękniej wyśpiewana miłość, jaką słyszałam... Poza jeszcze kilkoma może wykonaniami:-)
czwartek, stycznia 04, 2018
Bajkowy domek i stara szczotka
Poszukując już wakacyjnie Toskanii, napotykam na przeróżnie ciekawe stronki o tym właśnie miejscu. I tak oto natknęłam się na fotorelację z przygotowań do ślubu w maleńkiej, włoskiej miejscowości. Zdjęcia są tak urocze i miłe, że bardzo chcę je dziś dołączyć klik:-) A tymczasem, po wielu godzinach przeszukiwania ofert, natrafiłam na takie oto przeurocze miejsce w malowniczej, wiejskiej miejscowości. Przyznaję, że skradło w stu procentach moje serce. A co najważniejsze, udało się je zabukować:-) Nie zdawałam sobie sprawy, że to już ostatni dzwonek, jeśli chce się wyszukać coś naprawdę jedynego, niezwykłego...
piątek, grudnia 29, 2017
Śnieg...
czwartek, grudnia 14, 2017
Podglądam i `choruję`
piątek, października 27, 2017
Kremowy zegar i kilka jeszcze śmietankowych akcentów
środa, września 20, 2017
Drugi dom
sobota, września 09, 2017
Nowy, dobry dzień
środa, września 06, 2017
Wdzięczna i radosna
Dzień niepodobny do dnia... To już dla mnie oczywista oczywistość:-) Tyle tylko, że `dziś, nawet te trudne momenty, stają się niezwykle cenne. Bo oto moje sprawy, stają się bliskie Komuś, z kim nawet nie było dane mi się spotkać... Od najbliższych oczekuje się wsparcia i to zupełnie zrozumiałe. Przynajmniej tak powinno być. Jednak kiedy ciepłe słowa płyną spoza tego grona, tak zupełnie bezinteresownie, tego nie sposób nie przeżywać i nie doceniać. Cała wdzięczna i wzruszona, tym mocniej i chętniej witam nowy dzień i wszystko co może się w nim przydarzyć:-) Stąd moja przedwczorajsza, szaleńcza radość, kiedy na powrót poczułam znów ten impuls, przyśpieszone bicie serca, by coś poprzemieniać, poprzekładać, podekorować. Żyję takimi momentami:-) A potem jeszcze móc pojechać do pracowni, spotkać się z cudownymi Kobietami i choć stół ustawić inaczej:-) Napić się przy nim pysznej kawki, wsłuchać się w Kogoś... Póki co, mój kuchenny stół (ten w domku), powrócił do ułożenia sprzed kilku miesięcy:-) Pod oknem jakoś z nim swojsko mi, bardziej domowo. Chyba po prostu przypomina mi ten stół z dzieciństwa, ustawiony pod oknem właśnie...


















