I nastał... Pośród fajerwerków, wśród życzeń i tlących się w sercach nadziei... Z porankiem bezwietrznym i niebem tonącym w różowych niteczkach i plamkach...
Przebudziłam się dziś nieco później.
Chwilkę pobyłam w ciszy. Zerkałam na skrawek mojego nieba za oknem,
to znów przymykałam powieki...
By poczuć tę cichą błogość, z kilkoma swoimi myślami...
Nowy Rok:-) 2018.
Powitany w ncnej koszulce, z lampką winka, w zapatrzeniu w rozbłyskujące niebo za oknem...
Bez listy ze spisanymi postanowieniami i celami na ten nowy czas
(nigdy jakoś ich nie obmyślam).
O poranku, jak co dzień, zaparzyłam kawkę, tę pierwszą...
Smak wciąż ten sam:-)
A jednak jakoś inaczej mi.
Jakby spokojniej, lżej...
Z poozuciem, że gdzieś tam z tyłu pozostało to, co stare.
A teraz wszystko jest znów możliwe,
jakby bliżej zasięgu moich rąk:-)
Ze świadomością też, że ten początek roku,
inny jest od poprzedniego...
Ja jestem inna.