Dzień zapowiadał się dziś cudnie od samiutkiego świtu:-) Pierwsze promienie słońca zastały mnie w miejscu, w którym spędzam sporo czasu. A zatem w pralni:-) Kosze na brudy napełniają się tajemniczo w niezrozumiałym dla mnie tempie. Często zadaję sobie pytanie, jak to funkcjonuje w wieloosobowych rodzinach, gdzie nie dwójka a np pięcioro dzieci?? To co wprowadziłam sobie niedawno i sprawdza się u mnie cudownie, to cenna rada uwielbianej przeze mnie swego czasu Anthei Turner, by codziennie rozpocząć i zakończyć jedno pranie. Tj uprać, wysuszyć, uprasować i ułożyć w szafach... Aż powróciłam sobie dziś do kilku filmików:-) Ileż inspiracji czerpałam z nich. Po każdym z nich biegłam do swoich szaf i układałam je perfekcyjnie:-) Sporo z tych złotych myśli zapamiętałam i czerpię z nich do dziś.
Pożegnałam już ostatecznie świąteczny czas. Drzewko moje świątczne stanęło na tarasie. Jemioła i nobilis ustąpiły miejsca ceramicznym, starociowym misom. Na stołach lniane, białe obrusy. Sofy też w bieli już:-) Lubię ten czas bardzo. Na powrót wnętrze domu spowija zwyczajna, nieświąteczna aura. Lekko jakoś mi z tą bielą:-) I miło bardzo, kiedy tak mogę odmienić sobie nieco to, co mnie otacza.
Wstaje nowy dzień Nowego Roku:-) Szaro jeszcze za oknem... Tlą się świece. Uwielbiam ten moment, gdy czeka już moja woda z imbirem na kuchennym stole, woń ciasteczek maślanych, które jeszcze w piecu, przyjemnie łączy się z rześkim, świeżym powietrzem, przenikającym przez uchylone okno nad kuchennym zlewem...
... mieści w sobie więcej niż na początku planowałam. Coraz częściej wychodzę poza wnętrzarsko-dekoracyjne klimaty. Bywa emocjonalnie, ale zawsze prawdziwie. Dzielę się refleksjami i rodzącymi się w różnych momentach mijającego dnia myślami. Przedstawiam wreszcie moje częste poczynania w zakresie odnawiania, dekorowania, wyszukiwania..., w odwrotnej kolejności:-)
Podpatrzę czasem coś u innych, przemycę to i owo na swoją przestrzeń i nie omieszkam podzielić się swoją wielką stąd płynącą radością. A wszystko zawdzięczam porankom. Są dla mnie najcenniejszym momentem całego dnia. To z nich czerpię swoją siłę i dobrą energię, to na nie zniecierpliwiona czekam, a kiedy nastają, pełna zachwytu,
otulona ciszą, po prostu smakuję każdą mijającą sekundę:-)
I oczywiście biel! Kolor przewodni w moim życiu. Ściany, meble, sofy, tekstylia, takie chcę, by były i niech właśnie one królują-) Przełamać tę swoją biel raz na jakiś czas mam potrzebę. Sięgam wówczas po szarości i beże.
W skrócie, `bielhani` to miłość do mebli i przedmiotów ze swoją własną historią, otoczonych bielą ścian i tkanin, wkomponowanych tak, by tworzyły klimatyczną, miłą do życia przestrzeń:-)