tj przelaną przez siteczko, ale to nic. Poczułam jej smak, jej niezwykły zapach. Dopełnił się jeden z moich najważniejszych w ciągu dnia rytuałów:-) Przez okno wpadały promienie słońca. Na stoliku przy sofie tli się od rana świeca, na kuchennym stole kolejna. Potrzebuję kilku dni, by wszystko powróciło na miejsce. Głównie w temacie ubrań:-) Puszczam zatem pralkę za pralką, suszę, co nieco trzeba by przeprasować... Jednak wszystko jakby spowolniło... Dzień dłuższy się stał. Nabrałam miłego dystansu do spraw:-) To niepodważalna zaleta odcięcia się, choć na moment, od codzienności i rutyny. Wszystko nabiera innego smaku i wymiaru. Patrzę na siebie i na sprawy... z boku, innym, świeżym spojrzeniem. Dla przykładu, wychodząc dziś z domu, ominęłam te co zwykle botki, sięgnęłam po szary płaszczyk zamiast po moje niezniszczalne futerko... Włosy też inaczej niż zwykle spięłam... Poza tym na szczęście wszystko pozostało na swoim miejscu. Takie jak kocham. Mój domek ze wszystkim co w nim. Pracownia z moimi perełkami... Wszystko jeszcze mocniej doceniam, jeszcze bardziej mnie dziś zachwyca. Po drodze do domu wstąpiłam do pobliskiej hurtowni kwiatów, a tam... nawłoć, trachelium...
piątek, lutego 09, 2018
Wszędzie dobrze...
tj przelaną przez siteczko, ale to nic. Poczułam jej smak, jej niezwykły zapach. Dopełnił się jeden z moich najważniejszych w ciągu dnia rytuałów:-) Przez okno wpadały promienie słońca. Na stoliku przy sofie tli się od rana świeca, na kuchennym stole kolejna. Potrzebuję kilku dni, by wszystko powróciło na miejsce. Głównie w temacie ubrań:-) Puszczam zatem pralkę za pralką, suszę, co nieco trzeba by przeprasować... Jednak wszystko jakby spowolniło... Dzień dłuższy się stał. Nabrałam miłego dystansu do spraw:-) To niepodważalna zaleta odcięcia się, choć na moment, od codzienności i rutyny. Wszystko nabiera innego smaku i wymiaru. Patrzę na siebie i na sprawy... z boku, innym, świeżym spojrzeniem. Dla przykładu, wychodząc dziś z domu, ominęłam te co zwykle botki, sięgnęłam po szary płaszczyk zamiast po moje niezniszczalne futerko... Włosy też inaczej niż zwykle spięłam... Poza tym na szczęście wszystko pozostało na swoim miejscu. Takie jak kocham. Mój domek ze wszystkim co w nim. Pracownia z moimi perełkami... Wszystko jeszcze mocniej doceniam, jeszcze bardziej mnie dziś zachwyca. Po drodze do domu wstąpiłam do pobliskiej hurtowni kwiatów, a tam... nawłoć, trachelium...
środa, lutego 07, 2018
Altos de Chavon czyli artyści w Dominikanie
wtorek, lutego 06, 2018
Dwie twarze wyspy
niedziela, lutego 04, 2018
Wprost z mojego snu
Budzę się leniwie, z sercem pełnym wrażeń i pięknych,
niezapomnianych emocji...
Odwiedziłam wczoraj miejsce,
które nie sposób opowiedzieć,
a żadne zdjęcie nie odda bajkowej scenerii, którą tam napotkałam...
Nieskazitelna biel piasku kontrastująca z turkusem morza,
niezmąconym powiewem wiatru,
żadną plamką, majestatycznie i sielsko zarazem,
rozpościerającym się błogo gdzie okiem sięgnąć.
Wszystko tworzyło doskonałą, niezwykłą scenerię.
To właśnie te chwile, obrazy, poruszenia serca,
które pozostają, już na zawsze.
czwartek, lutego 01, 2018
Trochę inny raj
Dziś doświadczyłam znów czegoś nowego. Tym razem... trudnego. Zderzyłam się z inną, tutejszą rzeczywistością. Tą prawdziwą. Nie moją. Ze światem bardzo odbiegającym od tego, do którego przywykłam. I choć w tym jednym momencie, przedzierając się przez drogę pełną trąbiących pojazdów wszelakich i krzyczących coś wciąż ludzi, wpadłam w panikę, teraz poczytuję to jako doświadczenie bardzo cenne. Za moją dziś namową, wyszliśmy poza terem naszego obiektu. Zawsze lubię poczuć choć troszkę klimat ulicy, tej rzeczywistej. Tak też i dzisiaj, korzystając z wiaterku i pozornie mniej słonecznego nieba, wybraliśmy się do `miasta`, które z miastem nic wspólnego nie miało. Wyobrażałam sobie sklepiki i kafejki, miejscowe jakieś, miłe i przyjazne miejsca z przysmakami i pamiątkami. Nic takiego jednak nie znaleźliśmy. Zamiast tego, zatłoczone uliczki, gorące, brudne, głośne, miejscami śmierdzące, które wydawały się nie mieć końca. Dotarliśmy do jednego gdzieś pośród tego chaosu sklepiku. Bardzo chciałam kupić tutejszą kawę i kakao. Na szczęście znaleźliśmy kilka paczuszek. I to co najmilsze w tej całej wyprawie, to taksówka, dzięki której powróciłam do swojego, bezpiecznego, spokojnego świata. Doceniłam wszystko co tutaj. Jednocześnie też zrozumiałam, jak bardzo różnie wyglądać może życie. I jak wielkie mam szczęście, że mogę tak po prostu powrócić do mojej dobrej rzeczywistości.



