poniedziałek, sierpnia 22, 2016

Coś miłego ...


W sobotę, tuż po moim miło rozpoczętym dniu, wyruszyłam do centrum.  
Nie z własnego wyboru, coś załatwić trzeba było (i może troszkę nie po kolei, ale wczorajszy poranek nastroił mnie jakoś inaczej, zatem sobotnie przeżycia pozostawiłam sobie na dzisiaj). 

Przy okazji - tj w drodze powrotnej, zajrzałam do sieciowego sklepu wielobranżowego, a mianowicie Auchan. Tutaj tak dygresyjnie mała ciekawostka odnośnie znaczenia i wymawiania obcojęzycznych nazw niektórych hipermarketów: tutajTo ciekawe, że np wyżej wspomniany Auchan to fonetyczny zapis nazwy miejsca, w którym właściciel założył swój pierwszy sklep. A to miejsce to Hout Champs czyli "wysokie łąki":-)I nie wspominałabym o tym miejscu zupełnie, jednak zaskoczona bardzo miło i zachwycona tym, co tam zastałam, muszę napomknąć chociaż delikatnie. Myślę też, że o dobrych, pozytywnych sytuacjach 
i przemianach należy mówić i dzielić się nimi. A mnie w tym właśnie miejscu urzeka samoobsługowy dział z produktami sypkimi:-) I chyba to, co przeważyło o moim tutaj zapisie, to... bardzo proszę - morwa biała, którą tam zastałam i to dużo smaczniejsza od tej z bazarku:-)


Jestem pod ogromnym wrażeniem, bo i przyprawy w pięknych, szczelnych słojach umieszczono... Coś pięknego dzieje się w naszej polskiej - 
z francuskim akcentem, rzeczywistości! Inne sklepy mogą śmiało brać przykład z tej miłej dla oka i zachęcającej przecież do zakupów aranżacji. Wciąż jeszcze rzadko spotyka się tę dbałość o estetykę wyposażenia w takich miejscach niestety.


I gdyby jeszcze cenówki widniały na białych kartonikach...
I tak jest wspaniale:-)
Chętnie będę tam zaglądać po te właśnie produkty:-)
To taka maleńka wzmianka o miłej niespodziance tam, gdzie zupełnie się jej nie spodziewałam:-) 

A w sobotę wydarzyło się też wiele innych przemiłych rzeczy i tylko mogę westchnąć czule nad tą cudowną nieprzewidywalnością życia, która czasem mnie dotyka:-)

Jedną z nich była wizyta... bardzo nieplanowana i spontaniczna 
w cudownym starociowym raju, a to za sprawą kogoś bardzo miłego:-)
A zatem stary dworzec kolejowy, zaadaptowany na miejsce pełne starutkich mebli i przedmiotów!
Oczywiście zrobiłam kilka zdjęć:-)







To przeurocze, ogromne, przedwojenne liczydło jest już moje:-)


Powstał też uroczy rym na tę cześć:
" Wszystko co nowe strasznie obrzydło 
Dzisiaj kupiłam z duszą liczydło "
Taka poetycka twórczość trafia do mnie czasem przy okazji różnych spontanicznych sytuacji:-)
Autor powątpiewa w swój wielki - moim zdaniem - talent. 
Ja podtrzymuję moją ocenę i czasem, z wielką przyjemnością, 
za zgodą, zamieszczę tutaj cytacik albo dwa. 














Ten parawan spędza sen z moich powiek!
Jest w całości drewniany z cudną ornamentyką.
Widzę go w moich ukochanych pastelach z przetarciami tu i tam:-)
Achhh...
Mocno go rozważam.









A to piwnica. 
Tutaj duch minionego czasu jeszcze bardziej oddziałuje na zmysły...


Wejście schodami w dół tuż obok, mogłoby się wydawać, 
że świetlikiem:-)








Stara maselnica...

\






Stara szkolna tabliczka.
Z jednej strony linie, z drugiej kratka:-)





Pralka :-)







A dziś nowy dzień i początek tygodnia zarazem:-)
Tyle gdzieś tam na nas czeka...
I chcę wierzyć, że tylko dobre, pozytywne doświadczenia umilą ten 
i następne dni:-)
Tego sobie i wszystkim gorąco życzę!
 

~ bh ~







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 bielhani , Blogger